Laserowe Oczy – przed, w trakcie i po zabiegu Epi-Lasik
Kwi 2013 30

 Tylko najpoważniejsze rzeczy robię całkiem impulsywnie.

Ostatnio impulsywnie kupiłem operację korekcji wzroku na Grouponie. Nigdy więcej okularów/soczewek (tych drugich nosić i tak nie mogłem). Kurde, jak było tanio.

Kompletnie nie zdawałem sobie jednak sprawy, że zrobiłem coś, czego nikt z moich znajomych by nie zrobił. Wszyscy mi się w sumie śmiali w twarz, że na tych serwisach to się max sushi kupuje a nie operacje wzroku. I chyba, jak się zastanowić… faktycznie można by podejrzewać, że to będzie klinika na tyłach rzeźni, a pielęgniarki położą mi głowę zaraz obok kiełbas i noży do podrzynania gardeł wieprzowinie.

“Pani doktor, czy ten nóż będzie potrzebny do operacji?”

“TAK.”

“Czy może go pani umyć? Moje oczy są wrażliwe na świńską krew.”

“W GRUPONIE NIE MA NIC O MYCIU. MYCIE PŁACONE EKSTRA.”

i nadal czuję się oszukany, to nie jest prawdziwy butcher

Oto moja opowieść o tym, że to nieprawda.

Opowieść o tym, że operacja się chyyyba powiodła i o tym, że to nie jest spoiler, że się powiodła, bo gdyby się całkiem nie powiodła i straciłbym wzrok albo coś to bym napisał “FHTDhgfgytryegbvf” zamiast tego tekstu. Albo poprosił Myszę, żeby napisała post o treści “kurwa mać” powtórzone 80 razy. Więc spoilerem jest każde słowo tego tekstu.

Kupon kupiłem w styczniu.

Po zakupie zadzwoniłem i zapisałem się. W lutym poszedłem na badanie sprawdzające, czy nadaję się na jeden z dwóch typów operacji. Podobno gdybym się nie załapał, to zwróciliby mi grouponową kasę.

Wchodzę. Klinika Visimax. W tym wielkim budynku w centrum Warszawy, który każdy widział, ale nikt w nim nigdy nie był. Millenium Plaza chyba to nazywają. Panie bardzo miłe, a badania długie (ale nie jakieś męczące ani bolesne). Powiększają mi kroplami źrenice, nie mogę czytać, pisać, oglądać przez czas badań i ze 2 godzinki po. Po badaniach siadam naprzeciw pani doktor.

Powiada, że wada zbyt duża na Lasik. Będzie Epi-Lasik. Mniej inwazyjny. Ale długo się goi. Do tego podobno droższy (ale groupon daje wspólną cenę za oba, najsss, oszczędziłem jeszcze więcej kasy).

Wyszedłem jakoś po trzech godzinach. Przy wyjściu pielęgniarka gratuluje mi odwagi, bo Epi-Lasik podobno bolesny bardzo podczas gojenia.

Oh dobry Jezu, w co ja się wpakowałem.

Nie dostałem jeszcze żadnej daty operacji, ale za to informację, że na początku marca ktoś do mnie zadzwoni i mi ją poda.

15 marca to ja kurwa do nich dzwonię.

Nie ma jeszcze daty. Zadzwonią jak będzie.

20 marca dzwonię jeszcze raz. Data jest. 23 kwietnia. Godzina? Nie ma.

Na godzinę czekałem do 22 kwietnia do godziny 12:30. I to samemu dzwoniąc co chwilę i dobijając się o info. Bo tylko jedna z tam pracujących pań się zajmuje tymi datami, do pracy wpada raz na ruski rok, a komóreczki nie odbiera.

Mniejsza, nie ma co się gniewać, jeszcze podniosę sobie ciśnienie w oku czy coś i mi pęknie przy operacji.

Przyszedłem

razem z rodzicami i bratem, którzy przybyli z Mrągowa, by trzymać kciuki czy coś. Na moje oko niepotrzebna wyprawa, ale zawsze miło. Rozumiem gesty. Rozumiem potrzebę ludzi do czynienia gestów.

W miarę daję radę nawet rysować na półślepo!

W poczekalni dostałem jakieś tabletki i krople do oczu. Krople chyba były znieczulające, ale wydawało mi się, że to znieczulenie działało z 10 minut. Tylko wtedy czułem taką bezuczuciową mechaniczność powiek. Potem jakby wszystko wróciło do normy i bałem się, że może jestem odporny na lek i będzie bolało jak sam diabeł na samej operacji. Tabletki sprawiły, że chciało mi się spać i że miałem trochę wyjebane na wszystko co się dzieje wokół mnie, ale stres nadal był obecny. Powiększony jeszcze przez ewidentne znudzenie i zniecierpliwienie rodziców i młodszego brata. Za każdym razem jak przeze mnie ktoś traci bezczynnie czas, czuję się koszmarnie. I ten stres z poczuciem winy trwał dobre 3 godziny, bo się coś przedłużało i dopiero po dwudziestej mnie poprosili do pokoju. Po drodze jeszcze musiałem podpisać papiery, że rozumiem, że mogą wystąpić komplikacje i ślepoty i co tam jeszcze. Najbardziej mnie ubawił fragment z oświadczeniem, że nie jestem naćpany podczas podpisywania, a sami mnie naćpali tabletkami.

Przed wskoczeniem na łóżko

dostałem śmieciowe szpitalne buciki, śmieciowy fartuszek i śmieciowy czepek. Fabulous. I dali mi też kawałek drewna, żebym zagryzał mocno, kiedy będzie bolało.

Nie, OK, tak naprawdę to nie. Dali taką zapoconą przez poprzedników gąbeczkę do ściskania w dłoni.

Leżałem na stole.

Lekarka i pielęgniarki krzątały się, ale ja przed oczami miałem tylko jakiś wielki kawał żelastwa po lewej i sufit na wprost.

Czekałem na jakieś wytłumaczenie, czy coś. Ale gadały o butach i o tym, że któraś z nich kupiła bardzo tanio (zdaje się, że ta jedyna obecna na sali męska pielęgniarka). Jak się dopytałem, pani doktor zademonstrowała mi specjalne szczypce, które wkłada się pod powieki, żeby trzymały oko otwarte. I od razu wcisnęła mi je tam, zapiekło jak skurwysyn. Powiedziała “ciii”, zakropiła bonusową dawką tego przeciwbólowego i było OK, tylko bardzo niewygodnie. Nie minęło 10 sekund, a już miałem nakładany na gałkę jakiś sprzęt. Jakoś tak ciasno wchodził i czułem straszne ciśnienie, do tego kompletnie oślepłem na to oko. Ledwo słyszałem lekarkę mówiącą, że jak będzie sygnał, to mam przestać ruszać gałką. Usłyszałem cośtam w oddali, jakiś metaliczny głos, który coś mówi, ale nie czaiłem nic, byłem w stresie. Nagle uruchomiło się jakieś Brr Brrr Brrr, poczułem wilgoć i wiatr. Starałem się nie ruszać okiem, ale nie widziałem nic, trudno było zweryfikować te mikroruchy.

Brr Brr skończyło pracę (tak naprawdę to taka mikroskopijna piła tarczowa, która cięła mi wierzchnią warstwę rogówki), zdjęli mi to. Wzrok wrócił, rozmazany. Państwo lekarstwo cały ten czas gawędziło ze sobą. Rozchylili mi te płaty, które powstały po cięciu i skierowali wielki kawał żelastwa na środek mojego pola widzenia.

Pani doktor kazała mi patrzeć w czerwone światełko. Poinformowała, że zniknie w trakcie (faktycznie nie, ale ja przestanę je widzieć), ale mam się starać patrzeć tam, gdzie myślę, że cały czas jest. Maszyna zrobiła buuuuuu, ja poczułem jakby lekki wiaterek i gapiłem się w światło przez jakieś 10 sekund. To była chyba najlżejsza część operacji.

Potem maszynę odsunęli, zamknęli te płaty rogówki, włożyli mi w oko soczewkę (odpowiednik bandaża na oko) i zdjęli szczypce.

Następnie powtórzyła to samo z drugim okiem, tylko teraz poprosiłem o zakropienie PRZED włożeniem szczypiec, a w czerwone światełko patrzyłem parę sekund dłużej, bo większa wada (na lewym miałem -6,5δ).

Zeskoczyłem ze stołu. Widziałem dobrze bez okularów. Nie czułem bólu. Zapisałem się na kontrolę za dwa dni i pojechaliśmy do Mrągowa, po drodze biorąc frytki w Maku. Cała reszta w aucie to wegetarianie, a ja nie chciałem się narzucać. Tylko frytki.

Nie żebym normalnie nie robił bucówy i nie wnosił kiełbasy do domu, kiedy u nich jestem.

włosy też ściąłem

Całą jazdę samochodem do Mrągowa bałem się bólu.

Że się pojawi i że będzie nieznośny. Zapowiadał to lek, który dostałem. Ketonal. Do tego mama powiedziała, że pielęgniarki jej powiedziały, że należy go brać zanim ból się w pełni rozłoży, bo potem to będzie krucho.

No to łykałem ten ketonal jak tran następnego dnia (nie polecam, złe doświadczenia z sercem i przewodem pokarmowym!), ale ból nigdy nie stał się moim najgorszym wrogiem. Tych miałem dwóch. Bracia N. Nuda i Niewygoda. Najgorsze skurwysyny przestępczego światka. Najskuteczniejsi, kiedy działają razem.

Myślałem, że nie mają szans, bo wrzuciłem sobie audiobooki na telefon. Więc usiadłem rano i pół widząc pół cierpiąc doklikałem się do tych empetrójek. I wtedy do mnie dotarło, że walka dopiero się zaczyna.

Jak Wy możecie słuchać tego, żeby Was szlag nie trafił? Takie powolne pieprzenie, normalnie jakbym oglądał film i zanim się w nim coś zacznie dziać, pan reżyser wchodzi i pokazuje wazony, które przyniósł na set, żeby wyglądał lepiej. Kiedy w książce są opisy miejsca, ich czytanie zajmuje kilka sekund. BAM, wiem, gdzie jestem. W audiobooku musisz czeeeeekać.

Nie sądziłem, że to się wydarzy, ale słuchałem Diuny i przysypiałem co chwilę. A po chwili budziła mnie niewygoda – pora na lek. Kropli miałem dwa rodzaje i w sumie zapuszczam je nadal, tak w sumie 6-7 razy dziennie. Teraz bardzo przynoszą ulgę moim suchym oczom, ale pierwszego dnia to była mordęga. Krople się żarły z soczewkami, które cały czas musiałem mieć założone, powieki spuchły, a ja siedziałem cały dzień w prawie kompletnie ciemnym pomieszczeniu – tata powiesił nawet koc na oknie. I to “prawie” to było grubo za mało dla moich wrażliwych po zabiegu gałek, więc część dnia spędziłem i tak w łazience na podłodze, gdzie okien nie ma wcale.

Kolejna noc minęła spokojnie,

a kolejnego dnia doktorka dała mi duży THUMBS UP! za to, że tak szybko przestało boleć i że wszedłem do gabinetu już bez okularów spawalniczych, które towarzyszyły mi od wyjścia stamtąd po operacji.

NIKOMU NIE MÓWCIE TO BARDZO WAŻNE

Od tamtej pory nie zmieniło się nic poza tym, że w piątek w końcu zdjąłem soczewki. Ostatnie uczucie niewygody zniknęło wtedy na amen.

Chyba, że liczymy jako uczucie niewygody

SŁABY WZROK.

I chyba powinniśmy. Jest tydzień po, obraz mam raz rozmazany z bliska a raz z daleka. Goi się. I może się goić jeszcze długo, zwłaszcza, że korzystam z komputera, a to bardzo spowalnia podobno proces (mniej mrugania = mniej wilgotności = gorsze warunki do regeneracji). Czasami pomagają okulary do czytania. Czasem jest lepiej wieczorem czy pogarsza się przy posiłku. No dziwne rzeczy się dzieją. Postaram się dać wkrótce jakiś update. Wtedy, kiedy się coś zmieni.

I wtedy dopiero powiem Wam, czy warto było. Skoro jeszcze nie widziałem ostatecznego efektu, nie mogę teraz krzyknąć LEĆCIE ROBIĆ albo NIE POLECAM TRAUMATYCZNE PRZEŻYCIE NA CAŁE ŻYCIE.

Ale nie, nie było traumatyczne. Jak wytrzymujesz ból zęba przez półtorej doby, to i z tym dasz radę. Sam zabieg jest jak wyrwanie zęba ze znieczuleniem. Nieprzyjemnie, niewygodnie. Trochę strasznie. Ale potem schodzisz ze stołka i pytasz, gdzie jest Twoja nagroda.

Tylko nie ma nagrody. Mogli wydrukować chociaż na drukarce domowej naklejkę DZIELNY PACJENT. Pewnie to luksus dla tych nie z gruponu.

Krótki update po miesiącu: http://demland.info/laserowe-oczy-miesiac-po-miniupdate/

81 komentarzy

  1. Klaudia pisze:

    Hej . Miałam zabieg na prawe oko niby jest wszystko w porządku ( tak sądzi lekarz) gdyby nie okulary przeciwsłoneczne pewnie bym teraz nie widziała nic na ekranie. Czekałam na zabieg od godziny 18.20 do 21;50 aż pielęgniarka przyszła po mnie ubrała mnie w ten śmieszny fartuszek zabieg trwał 3 min ze wszystkim nic mnie nie bolało podczas zabiegu w ciemni leżałam pół godziny i zaczęłam czuć w oku kłucie lekarz powiedział że to normalne.pojechałam do domu na drugi dzień pojechałam na kontrole wszystko ładnie się goi przez cały dzień nic mnie nie bolało kropiłam oczy dostałam żel na noc żeby mnie soczewka nie uwierała zasnęłam obudziłąm się o 5 rano z bólem i płaczem ochronna soczewka z oka mispadła podczas snu nie wiem czy czasem nie zatarłam oka mam spuchniętą powieke ale niby to normalne zażyłam ketonal ból minął i zasnęłam , na razie mam obraz zamazany ale ponoć z dnia na dzień jest lepiej polecam VITA-MED w Głogowie lekarz prowadzący jest naprawdę fajny przez cały zabieg mówił mi co będą robić i wspierali mnie na duchu we wrześniu robię następne oko trzymajcie za mnie kciuki mam nadzieje że bede widzieć lepiej jak do tej pory na prawym oku miałam -2.5 i astygmatyzm. Dla tych którzy myślą nad zabiegiem metodą epi-lasik przekonuje że nie ma się czego bać jedynie co to przestrzegajcie tego co mówi lekarz i co jest napisane na karcie którą dołączają do wypisu :) Okulary przeciwsłoneczne mam na sobie cały dzień i jest wszystko ok. Powodzenia :)

  2. Agata pisze:

    W swietny sposob to opisales :D tez jestem po epilasiku 3 tygodnie. Tez siedzialam na podlodze w lazience :D jedyne miejsce w ktorym mozna bylo poczuc jakas ulge. Z bliska widze dobrze ale z daleka jakbym ogladala film 3 D bez okularow :D haha. Mam nadzieje ze bedzie wszystko okey jak sie wszystko wygoi o.O

  3. ona pisze:

    Dem, czyżbyś miał stożek?
    Ja jestem po laseku i cross-linkingu na Grzybowskiej. Na lewym oku tylko, bo też wada tam większa, ale to standard podobno.Po trzech latach wzrok się zaczął pogarszać na lewym i cała kasa w błoto plus blizny na rogówce bo cieńsza. Wcale nie straszę

    • Jacek pisze:

      Nie masz czym straszyć. Wiadomo, że oko się starzeje i choćby skały srały to człowiek z czasem będzie czuł pogorszenie wzroku. Miałem operację robioną (LASEK – we Wrocławiu) z 7 lat temu, czuję lekkie pogorszenie wzroku (oceniam na półdioptrii), ale w niczym mi to nie przeszkadza, po ostrym piciu mam totalny bajzel związany z ostrością:), ale nie żałuję operacji i zrobię ponownie, byle tylko nie nosić tego gówna zwanego okularami, które w WiżynEkspresach wiadramiczłowiekowi sprzedają robiąc niedokłądnie badania i określając stopień wady oka. POLECAM POLECAM POLECAM!!!

  4. frytex pisze:

    Ja jestem po Lasiku już ze 6 lat i jest super. Na lewym oku zostało 0.25, prawe jest idealne.

    Natomiast co do audiobooków – to słucham ich dużo. I wszystkie bez wyjątku przyspieszam specjalnym softem średnio o współczynnik x 1.4 (czasem x 1.3, czasem x 1.5 – w zależności od lektora). I nie wyobrażam sobie słuchania pieprzenia w naturalnym tempie w wykonaniu zasłuchanego w siebie lektora.

  5. Zenobi pisze:

    Okulary jako przedmiot na licytację WOŚPu

  6. Martin pisze:

    Co za koszmar, kurdeżesz kurde.

  7. Niemir pisze:

    Świetna historia Dem, życzę zdrowia :D

  8. Loony pisze:

    Prawie zemdlałam jak czytałam o operacji. Cienias jestem. Na takiej operacji też bym pewnie zemdlała. Uffff.

  9. Name pisze:

    A czy to nie jest tak z laserową korekcją wzroku że po niej na starość wzrok odpuszcza zupełnie?

  10. Zakrza pisze:

    Nuda. Ja miałem 2 przeszczepy rogówki, 17 dni w szpitalu, 2 razy dziennie zastrzyki w oko i tego typu atrakcje…

  11. Sowa pisze:

    Dem, dobrze piszesz, naprawdę. Domagam się częściej felietonów.

  12. Frania pisze:

    Boziu..Dem :C Ketonal jest strasznie mocy…dlaczego łykałeś go jak tran..? ;___; ból, strach, okrucieństwo. Współczuje ci bo wiem jak straszne są takie rzeczy. Już sam rezonans magnetyczny to trauma, a co dopiero takie coś :c

    • Stevens pisze:

      Póki tramadolu nie dostał, nie ma powodu do strachu :)

      Żródło: student farmacji ostatniego roku, który z okazji wypadającego dysku dostawał wszystko oprócz morfiny :P

      Niemniej gratuluję oczu, czekam na pasek o oczach. Same oczy. Nic więcej.

      • Misiur pisze:

        Po ketonalu mi się włączał zez i nie mogłem siedzieć przy kompie, po tramalu tylko po odstawieniu rzygałem dzień. Morfina bardzo spoko (ale tylko w szpitalu dawali dranie)

  13. jezus pisze:

    przestałem czytać przy wkładaniu czegoś w oko

  14. Grzesiek pisze:

    Dem, napisz na stronce, jakbyś sprzedawał okularki jako taki fant.

    • tojsiaw pisze:

      To straszne, jak psychofanka. Nawet nie psychofan, tylko fanka.

      Operacji już nie zrobię, na pewno :D

Napisz komentarz