Maj 2013 21

i jest naprawdę świetne.

Dla osób, które nie czają, czym to jest: kiedyś powstał magazyn Kolektyw, w którym też maczałem palce. Początkowo jako jeden z naczelnych, a później już tylko jako autor. Kolektyw w końcu umarł, a na jego miejsce weszło Profanum. I dobry Jezu, jak to dobrze. Kolektywy to były miszmaszowe koszmarki, historyjki po kilka plansz, z których nic w głowie nie zostaje. Widać, że historie by chciały, żeby zostało, ale wychodziło to strasznie pretensjonalnie. Krótkie formy są dobre do humoru, a późny Kolektyw był zawalony samym poważnym, artystycznym materiałem.

klik by przejść na stronę fb profanum

Profanum to kompletnie inna sprawa – kilku wybranych autorów może rozłożyć skrzydła, każdy dostaje przestrzeni właściwie na cały zeszyt komiksowy, jeśli chce. I w takim tomiku dostajemy parę takich zeszytów. O ile pierwszy jeszcze trochę się rozpędzał i nie miałem jeszcze poczucia „TO TRZEBA PROMOWAĆ”, tak dwójka to świetna komiksowa robota.

UWAGA! Zawiera pomniejsze spoilery, ale nie zakończeń. Do tego mówię na tyle ogólnikowo, że nikomu nie powinienem zepsuć zabawy.

Tomik otwiera „On„. Moim zdaniem bardzo fajny wybór, głównie przez kreskę. Patrzysz i widzisz komiks. Mocno amerykański klimat, do tego ciekawy pomysł. Na początku pomyślałem sobie, że to straszna kliszka – mroczna strona człowieka, jego czarne myśli, które trudno odpędzić. Szybko okazuje się jednak, że to paranormalny thriller. Akcja toczy się wartko i naprawdę wciąga. Końcówka ciut mi zaszwankowała – cała trasa i scena na pustkowiu po to, żeby bohater zachował się impulsywnie. Nie czuję jego wściekłości. Jest determinacja przez całą stronę jazdy samochodem, ale wydaje się chłodna i skalkulowana, a nie szaleńcza.

Buc Kartofel” to świetna lekcja tworzenia historyjek. Rozpoczęta klasycznie od trzęsienia ziemi, zgodnie z zaleceniem Goldwyna. Wszystko jest przywoływane i ustawiane na początku, żeby nie wyciągnąć tego z dupy w dalszej części historii. Do tego nie tracimy na to czasu. Nie ma żadnego „CZEŚĆ JESTEM BULBA CÓRKA BUCA PAMIĘTAJCIE MNIE”. Zamiast tego dostajemy świetną scenę, w której jednocześnie poznajemy relację Bulby z Kalarepą (co jest ważne, by później łatwiej wprowadzić element paniki) i jednocześnie ciągniemy akcję do przodu robiąc bardzo niestandardowy briefing kolejnej misji. Do tego Grządziela jako jedyny nie zapomniał, że nie każdy kadr musi pchać akcję do przodu i zadawał sobie nie tylko pytanie „czy ten tekst jest tu w ogóle potrzebny”, ale też „czy mogę wywalić ten tekst dokładając zamiast tego jeszcze jeden kadr”. „Buc” to jedyna historia, która nie jest całkiem samodzielną całością. Jak najbardziej można ją czytać samą sobie, ale ja polecam kupić też pierwsze Profanum (jest dodruk), choćby właśnie dla samego Kartofla.

Najsłabszym ogniwem tomu są dla mnie „Robaczywe Jabłka„. Sama koncepcja jest bardzo fajna – skaczemy po różnych postaciach, które nigdy się nie spotykają i widzimy urywki ich życia łączące się w jakiś sposób z falą morderstw na kloszardach i biednych pijaczkach. Kolega, z którym rozmawiałem o tym komiksie czuł się bardzo zagubiony tym, że nie ma rozwiązania. Powiedziałem mu, że to nie jest przecież historia detektywistyczna, a pokazywanie pewnego problemu społecznego. Chociaż może zmylić dobór postaci – akurat policjant od zwłok i dziennikarka, nadają trochę zły ton. Ale największym grzechem historii jest jej moralizatorstwo. Najwyraźniejsze jest to w scenach z bezdomnymi – nie mamy tu do czynienia z żadną historyjką, nie licząc ostatniej planszy. Po prostu patrzymy, jacy ci biedni bezdomni są biedni. Każda scena z bezdomnymi przekazuje nam dokładnie tę samą informację – więc po co ją tak wałkować? Czułem się trochę manipulowany. Dziennikarka to też postać strasznie przerysowana, wręcz kreskówkowa. Rysunkowo także wypadło tak sobie – za malutkie to na ten format. Krzysztof Małecki chyba na A3 rysował. Literki są malutkie, linie bardzo cienkie, przez co nawet nie wyglądają na do końca czarne. Zmęczyłem się czytając, ale może to jest też wina mojej niedawnej operacji wzroku. Podobały mi się dialogi – są naprawdę z pazurem i brzmią bardzo na miejscu, a właśnie o sztywne dialogi posądzałem wcześniej Gizickiego.

O „Grand Bandzie” nie napiszę wiele, poza tym, że to moja ulubiona seria Lachowicza. Każda historia prowadzi do podobnej puenty, więc sztuką jest to, żeby uczynić samo wydarzenie prowadzące do finału ciekawym. I tu się udało. A jak ktoś nie miał do czynienia z Grand Bandą, to będzie się bawił świetnie. Dialogów nie ma, więc to historia na dosłownie minutę, ale za to bardzo radosną.

W „Centrum Reperacji” mamy bardzo ciekawy pomysł. Śmiało można z niego zrobić serię. Szkoda, że po dostaniu się do środka jest to trochę za bardzo kawa na ławę i można było chyba ładniej wprowadzić czytelnika w ten świat. Zwłaszcza, że kiedy dostajemy wyjaśnienie, czym jest to tajemnicze miejsce, już się domyślamy, o co tu chodzi. Wystarczyło dorzucić jeden puzzel, a nie napieprzać czytelnika gotową układanką po głowie. Sama historia to trochę zlepek pomysłów – bardzo mi to przywodzi na myśl Człowieka Bez Szyi. Kołsut uwielbia wymyślać postacie. Problem w tym, że tutaj nie dorzucają one nic do historii. Są, gadają, śledzą, ale nie jesteśmy nagradzani żadnym wielkim skokiem ani niczym w tym stylu, nie używamy np. w żaden sposób informacji zdobytych u gościa od masek i kostiumów. Bez tej scenki nic by się nie zmieniło. Na koniec dostajemy też serię szalonych zwrotów akcji nie wiadomo skąd. Doceniam pomysłowość i klimat historii, ale chciałbym metalowy pręt jako trzon opowieści. Dostałem sznurek.

O, nie napisałem o Bucu, że to najlepsza historyjka w albumie. Dzięki Bogu, ta nagroda należy się „Butowi z Lewej Nogi„. Trudno nie mieć dobrego ogólnego wrażenia o Profanum, kiedy kończy się tak mocną historią. Przezabawna, groteskowa, przerysowana. Główny bohater zachowuje się wg zasad naszej rzeczywistości irracjonalnie, ale bardzo szybko poznajemy zasady tego komiksowego świata. Ten but to autentycznie jedyna deska ratunku, jakiej może się trzymać bohater. I czujemy to razem z nim. Moment utraty okularów to chwila, w której i my zaczynamy czuć się bezbronni. To jest świetnie podkreślone, bo kiedy bohater ma okulary na nosie, nie widzimy jego oczu. Dlatego wydaje się, że zachowuje zimną krew, nawet kiedy wszystko traci. Przebitki na złodzieja też pomyślane fantastycznie, z coraz groźniejszym hazardem. Przez to zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące i zabawne.

Jestem strasznym komiksowym malkontentem ogólnie, więc mam nadzieję, że nikt tej recenzji nie potraktuje jako negatywnej dlatego, że czepiam się paru rzeczy. Naprawdę wszystko czytało mi się ogółem dobrze. Uważam, że jest to tom na naprawdę wysokim poziomie i powinien stać się pomniejszym komiksowym bestsellerem. Nie jest też w ogóle przytulony do tak ukochanej przez wszystkich polskiej rzeczywistości, wszystkie historie będą tak samo dobre tłumaczone na inny język.

W ogóle miałem być częścią tego tomu. Byłem zaproszony, ale zbyt leniwy. Dzięki Bogu. Obniżyłbym poziom, bo nie czułem presji, nie widziałem tego jako potencjalnie dobry materiał. Ale z radością stanę się częścią Profanum w przyszłości. Teraz to ja obiecuję dać z siebie wszystko.

(kliknij w okładkę Profanum na górze, by przejść na jego FB)

10 komentarzy

  1. […] Jakub Dębski, znany lepiej jako Dem przyjrzał się drugiemu tomowi „Profanum”. Swoje przemyślenia opublikował na blogu. […]

  2. Rozpu pisze:

    jestem chory dzisiaj heh

  3. Matełosz pisze:

    Ej, Dem, planujesz kontynuacje historyjki Kolibra?

  4. zorbak pisze:

    Dem Dem Dem! Skomentuj co myślisz o nowym xboxie

  5. bizun pisze:

    jutro obczaję.

  6. PanJanekZnawca pisze:

    Fajnie by było cię tam zobaczyć Dem. Z pewnością bym kupił :P

    • Manat pisze:

      Myślę że Dem nie promuje tego by wszyscy to kupili jeśli kiedyś się tam pokaże, lecz bo uważa że jest to godne polecenia i zarazem nabycia. Dem nie jest jedynym przedstawicielem środowiska komiksowego w Polsce. Uwierz mi że są też inni na których warto wydać swój ciężko wyciągnięty od rodziców hajs.

      • dżą pisze:

        ale Dem najlepszy hehe

      • PanJanekZnawca pisze:

        Nie no rozumiem. Zresztą ja nie uważam że on to promuje bo jeśli Dem coś promuje to widać i to bardzo, że mu zapłacili :P W sumie ja się nawet cieszę gdy się Dem „sprzedaje” bo wiem że dostaje za to kabone i to go motywuje do dalszej pracy (jak każdego człowieka w sumie…)

  7. stary czytelnik pisze:

    Hitler też miał własne zdanie!

Napisz komentarz