Kwi 2014 03

Hej, wiecie czego już nie grają w kinach? Tysięcy różnych filmów. W ogóle grają w sumie ze 20! To jest skandal, bo pomyślałem, ze obejrzę Ósmą Milę z moimi ziomami, a tu nigdzie nie ma. Innym filmem którego już nie ma w kinie, a który chciałem zobaczyć, jest Ona. Całe szczęście, że poprzednie zdanie jest nieprawdą. 1 kwietnia grało ten film jakieś małe biedne kino we wsi Warszawa.

Galeria_Mokot_w

Było w związku z tym filmem dużo cierpienia, bo ja cala zimę spałem i nagle okazało się, ze to jest nowa produkcja jednego z moich ulubionych reżyserów! Spike Jonze nie jest może tak znanym twórcą jak bracia Coen, ale to dlatego, że gość zrobił sobie siedem lat wolnego po drodze po tym, jak zakończył współpracę z innym świetnym człowiekiem – Charliem Kaufmanem.

Mam wszystkie produkcje Spike’a i każda z nich jest czymś zupełnie innym.
Być Jak John Malkovich to czarna, dziwaczna komedia o uprawianiu lesbijskiego seksu z Johnem Malkovichem,
Gdzie Mieszkają Dzikie Stwory to familijny film o potworach, które urywają sobie ręce i nienawidzą się nawzajem bez powodu, a Adaptacja to dzieło kinematografii o dwóch Nicolasach Cage’ach.

5761_600
Jak możesz nie pójść na film człowieka z takim dorobkiem? Jesteś psychicznie chory?

Ona to ponownie coś zupełnie innego. Jest to historia o miłości między człowiekiem a programem osadzona w przyszłości.

Główny bohater (Joaquin Phoenix) pracuje w firmie zajmującej się pisaniem listów na zlecenie. Nie ma czasu napisać życzeń dla babci? Spoko, żaden ból. Idziesz do nich, oni się tym zajmą. Theodore Twombly pisze najlepsze z najlepszych. Babcia i tak pewnie przestała do ciebie pisać osobiście parę miesięcy temu. Nie powiedziałeś tego na głos przy rodzinnym stole, ale wiesz na pewno, ze nigdy wcześniej nie używała określeń typu „niczym kwiecie na ciernistych warstwach ludzkiej świadomości”.

Her2013Poster

Theodore jest świetny w swojej pracy głównie dlatego, ze sam jest bardzo wrażliwym człowiekiem. Ale nie irytującym, wrażliwym, wzdychającym frajerem, a prawdziwą i interesującą postacią. Co jest bardzo ważne, kiedy większość filmu spędzamy patrząc na jego twarz w dużych zbliżeniach. Wielkie brawa należą się dla aktora, który cały ciężar filmu musiał nieść na swoich barkach, bo Scarlett Johansson barków nie ma. W ogóle nie ma ciała. Scarlett podkłada głos systemowi operacyjnemu, który sam sobie nadał imię Samantha i w którym zakochał się bohater. System nie przyjmuje fizycznej formy. W przyszłości wszyscy mają cudowne sprzęty, które wkładają w ucho by łączyć się ze światem. W ten sposób cyfrowa heroina utrzymywała kontakt z Theodorem.

I wcale nie wygladało to dziwnie. Nie byłem jakoś specjalnie zaskoczony tymi wszystkimi ludźmi, którzy gadali jakby sami do siebie do ulicach, bo tak w sumie widzę nas za parę lat. To jest tez ciekawe – ta wizja przyszłości już teraz wydaje nam się bardzo bliska, dzięki czemu nie jesteśmy uwięzieni w świecie alegorii.

Co prawda już wizja bardzo empatycznego i inteligentnego na ludzki sposób systemu operacyjnego może być obca, ale metoda ich komunikacji przypomina rozmowę telefoniczna czy na skype. Zaczyna brzmieć znajomo, co? Co jeśli po drugiej stronie jest tak naprawdę KOMPUTOR? Co wtedy? Czy kupiłbyś dziecku internet, gdybyś wiedział, że w internecie kręci się ROBOTATA, który jest lepszym tatą niż ty?

Father-Fred-Child-1

Podsumowując: z jednej strony możemy lepiej rozumieć i utożsamiać się bardziej z romantyczną historią, która rozgrywa się na ekranie dzięki braku uczucia obcości, a z drugiej pozwala to reżyserowi na lepsze opowiedzenie historii romantycznej.

Z romansem jest ogólnie ten problem, ze jest kurwa wszędzie. Do każdego filmu ci wpieprzą amory. Wielki Thor Bóg Kosmosu  przecież musi kochać panią ziemniaczanke. Romans to jest to jest coś do odhaczenia na liście, kiedy robisz film do Hollywood. Do tego miłość jest banalizowana w reklamach i głupich komediach romantycznych. Przed tym filmem myślałem, ze jestem już dziadem, który przez to wszystko nienawidzi miłości i pożądania na ekranie. Ale szczęśliwie okazało się, że po prostu wszyscy inni robią gówno.

Her-2013-3

Kiedy jesteśmy w kimś naprawdę zakochani, nie widzimy świata poza nimi. W czasie trwania filmu często trudno zbudować tak silne uczucie, byśmy mogli przeżywać taką samą porcję emocji oglądając cudze życie. I tu wchodzi w Niej niezwykły trick – miłość do programu zamiast do człowieka. Samantha jest doskonałym rozmówcą, niezastąpionym narzędziem i towarzyszem życia, a problemy ich związku są jednocześnie obce i bardzo znajome, co pozwala jednocześnie na unikniecie banału i pomaga nam się wciągnąć. Łatwiej nam przełknąć koncepcję idealnego programu niż idealnej kobiety. Idealna kobieta jest czymś bajkowym. Doskonały program to coś, co dostało 10/10 w Komputer Świecie czy czymś w tym stylu. I kiedy coś zmienia życie w takim stopniu jak Samantha i pozwala nam wierzyć, że to, co dzieje się na ekranie mogłoby istnieć poza światem fikcji, to coś zaczyna produkować w nas prawdziwą emocję.

Film dobrze wie, o czym jest. Jest kręcony tak, jak powinny być kręcone filmy romantyczne – zbliżenia, ciasne kadry. Pokazujemy przede wszystkim emocje, a nie meble. Nie jak ten syf komedioworomantyczny, gdzie jebną ci 50 lamp, żeby wszystko jebało jasnością po oczach cały czas, a do tego rzucą wszystko na szerokie kadry, bo wszystko jest równie ważne, czyli gówno ważne. Ona ma swój ton i tempo, ma też swoją mądrość. Na uwagę zasługuje też fantastyczne aktorstwo, zwłaszcza minimalistyczny popis Phoeniksa, który dobrze wie, że jak ci ładują kamerę w twarz lepszym krokiem jest nic nie robić niż robić zbyt wiele.

Oryginalna ścieżka dźwiękowa też jest bardzo prosta i minimalna. Wywleka z człowieka uczucia pojedynczymi nutami.

Ode mnie kolejna korona za film dla Spike’a Jonze. Spike ma już cztery korony, a biedne dzieci głodują.

Czas na moje zapomniane kryterium oceniania:

Czy gdybym mógł obejrzeć ten film jeszcze raz po raz pierwszy w życiu, zrobiłbym to?

TAK!

Napisałem te słowa tego samego dnia, kiedy obejrzałem Her, a już mam chęć zobaczyć go ponownie. Przez cały czas bylem bardzo zaangażowany w ten związek. Jak nigdy. Może to coś ze mną jest nie tak, że łatwiej mi uwierzyć na ekranie w taką miłość niż miłość między dwójką ludzi? A może Spike Jonze to geniusz?

Dawno nic mnie tak nie oderwało od otaczającej rzeczywistości i nie mogły mi w tym przeszkodzić nawet dzieci, które siedziały za mną w kinie i się śmiały, ze jest seks. Nie żebym nie był wkurwiony. Dzieci powinno się gazować, takie moje zdanie. Jesteśmy umierającym społeczeństwem. I dobra, po co z tym walczyć? Zestarzejmy się i umrzyjmy wszyscy w świętym spokoju, bez tego bydła rujnującego nam życie. Mamy już nawet perfekcyjną ścieżkę dźwiękową do umierania.

Father-Fred-Child-1

24 komentarze

  1. panDWejder pisze:

    Drogi Demie!
    Czy kupować na Blu-Reja jak wyjdzie?
    Pozdrawiam.

  2. Żywia pisze:

    Weź to nagraj, nie chce mi się czytać.

  3. Prawdziwy nosorozec pisze:

    Strasznie napompowana ta recenzja, fuj.

  4. mon pisze:

    Ostatnio napatoczyłam się znowu na recenzję hobbita w Twoim wykonaniu i stwierdziłam, że taka krótka, zabawna w absurdalny sposób i nieco głupawa forma tak naprawdę mocno poszerza odbiór opinii. Zawężone słownictwo i niedziałająca gramatyka bardziej aktywizują myślenie niż takie typowe oklepane zwroty jakie pojawiają się w wiekszosci recenzji.Nowy język :)

  5. Stanisław pisze:

    Czekam na
    książkę
    Dębski
    ” ja i film ” !

  6. Stanisław pisze:

    czekam na książkę dębski ” ja i film ” „

  7. Katol pisze:

    Film był dobry, ale bez przesady. Denerwowały zwłaszcza mocne uproszczenia w fabule. Jeśli to taki rewolucyjny system, to czemu tylko nieliczni go używają? Jeśli postęp technologiczny poszedł tak do przodu, to czemu główny bohater nie potrafił sprawdzić odpowiedzi na trapiące go problemy w Internecie? Itd. itd.

    No i samo przesłanie filmu nieco zawodzi. Można by było zrobić z tego coś więcej niż jedynie romansidło. Chciano przedstawić problem postępującego niszczenia więzi społecznych dzięki nowym technologiom (pisanie listów przez ghost-writerów, ucieczka do cyberświata), ale to się filmowi nie udało.

    Aha, Dem, jeśli już piszesz coś na poważnie, to nie mieszaj w to swoich żartów, bo wtedy wychodzi to źle. Np. teraz wyszedłeś na egoistycznego skurczybyka, który nie lubi dzieci, bo mu przeszkadzają w życiu :)

  8. Michał pisze:

    Dem, kurka, znowu świetny tekst. Wiesz co, doskonale bawisz w krótkich wideo i Twoje rysowane poczucie humoru jest nie do podrobienia, ale wg mnie powinieneś się częściej łapać się klawiatury i poważniejszej konwencji – póki co, wszystkie Twoje teksty pisane na jakie trafiłem były znakomite.

    No, i a’propos, możesz rozpieścić nas kiedyś filmem na poważnie – do dziś pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie Twój występ w tej krótkometrażówce o obłąkanym. Dawaj stary, nie bój się też powagi ;)

  9. P pisze:

    Widziałeś debiut reżyserski Charliego Kaufmana „Synecdoche NY” ?

  10. Krystian pisze:

    Dem, styl, w którym piszesz, jest fantastyczny.
    Wiem, że trudno się jest wybić na pisaniu, w erze youtube liczy się tylko dźwięk i obraz. Ale może znajdziesz sposób na to, by i słowa, które kreślisz, stały się kanonem. Tak jak „Ogarnij Się” i komiksiki.
    Tym bardziej, że ta recenzja jest zupełnie inna niż paplanina beznadziejnych dziennikarzyn. Dla mnie, jest to jeden z najlepszych tekstów jakie czytałem w ostatnim czasie. A dużo czytam :)
    Powiew świeżości, świetny artykuł, jesteś doskonałą antytezą do twierdzenia, że im więcej tym lepiej. Liczy się jakość, ilość ma znaczenie względne ;) oby tak dalej!

  11. szapiel pisze:

    Hej, w sumie to niezbyt fajnie, że tak dobrze piszesz, bo jeszcze Ci się odechce bazgrać bazgroły dla gawiedzi i dopiero będziemy się mieli z pyszna. :(

  12. JaLurek pisze:

    Końcówka rządzi D: Ucz mnie mistrzu! „Dzieci powinno się gazować” :D

  13. Turpi pisze:

    Uwielbiam Twoje felietony i recenzje. Z jednej strony szkoda, że jest ich tak mało – brakuje tego rodzaju twórczości od ludzi w naszym wieku (i w naszym języku) – z drugiej, przez ich niewielką ilość, każdy sprawia mi masę radości.

  14. Budynista pisze:

    Jak czytam opis takiej fabuły filmu, to od razu przypomina mi się czwarty odcinek „Black Mirror” – również poświęcony związkowi miłosnemu między człowiekiem a elektroniczną symulacją. W ogóle to polecam, odcinek miażdży. Z resztą cały serial miażdży (choć jest też bardzo ponury).

  15. Zdenek pisze:

    Fajowa recka Demek. Powinieneś częściej je pisać lub nagrywać. Poważna pisanina (a jest tu kilka takich fragmentów) wychodzi Ci równie zajebiście co humor. Polecam i pozdrawiam.

  16. Ja pisze:

    Podoba mi sie ta recenzja :) musisz częściej chodzić do kina :P Oglądałem ten film i rzeczywiście ma w sobie coś. Głos „Samanthy” jest naprawde uroczy, doskonale pokazując uczucia, pozwalając lepiej wyobrazić sobie uczucie między człowiekiem a „programem”.
    Pozdro :)

  17. Nefrat pisze:

    Jej, jak dobrze napisane, Dem! Aż dałeś do myślenia. Świetny kawałek recenzowania.
    Choć wydaje mi się, że to właśnie ‚ciasne kadry’ są czasami nadużywane w filmach, które przy ich użyciu starają się być ‚romantyczne’. Wiesz, zbliżenie na jego oczy, zbliżenie na jej oczy, ERMAHGERD, PATRZOM NA SIEBIE, CO ZA MIŁOŚĆ.
    No ale Phoenix nie ma w „Niej” na kogo patrzeć i dysponuje mimiką bardziej zaawansowaną i treściwą niż Natasza Urbańska, dlatego pokazywanie widzom jego porów działa w tym filmie zupełnie inaczej.

    A dzieci należy gazować, prawda. Na szczęście na seans na którym ja byłem nie zabłądził żaden człowiek niebędący mną. Jak zwykle.

  18. Tomek pisze:

    Aż za bardzo w Twoim stylu ta recenzja – ale zapamiętałem że dzieci cza gazować.

    No i wiesz, sam teraz chętnie się wybiorę – dzięki! :)

  19. ninail pisze:

    Świetna recenzja! Aż mam ochotę wybrać się do kina. Oh fuck, nigdzie już nie grają. A niech Cię Dem!

  20. anca pisze:

    Też lubię Spike’a :) Her mi się bardzo podobał – choć był trochę przydługi. Kiedyś mówiłeś, że jednym z Twoich ulubionych filmów jest „Między słowami”, w sumie klimat podobny, (a i też Scarlett) ale „Między…” mnie znudziło, a „Ona” rozmarzyła :) Super

Napisz komentarz