Dubbing – cichy morderca
Lut 2013 04

Postanowiłem poukładać sobie myśli w głowie. Okazuje się, że najlepiej to wychodzi, kiedy coś popiszę. Więc będzie taki mały strumień myśli – to, co chcę przekazać prawdopodobnie zmieni się w trakcie pisania tekstu. Pchnęła mnie do tego wizyta w domu rodzinnym, gdzie młodszy brat oglądał Cartoon Network i inne kanały kreskówkowe. Pierwszy raz miałem okazję trochę dłużej posiedzieć i posłuchać fantastycznych seriali w polskiej wersji językowej.

I teraz, w końcu, bardziej niż kiedykolwiek widać brutalny gwałt popełniany przez zabójczą maszynę dubbingu. Nie, żeby to ją miało zatrzymać. Dopóki większość nie zna innej wersji niż polska, nikt nie widzi problemu. A nie da się im pokazać angielskiej. Część ma już przeprane mózgi. Reszta nie rozumie nic w mowie hamburgerowych aniołów, więc ma wyjebane.

Więc piszę to po to, żebyśmy w parę osób mogli popotakiwać, poklepać się trochę po pleckach. My wiemy. My widzimy reżim od zewnątrz tak samo mocno, jak Jonasz widział od wewnątrz rybę, która go zeżarła, lol jestem już poetą nawiązuję do biblii.

MADGONALDS TV

Okej, to może wyjaśnię dokładniej o czym mówię, bo się jeszcze okaże, że mnie jakieś syfilisy będą klepać po pleckach. Chodzi o to, że wszystko wychodzi identyczne. Obejrzyjcie Regular Show, Adventure Time czy Fineasza i Ferba w oryginale. Każdy serial ma swoje tempo i swój własny feel, nie wspominając już o stałej, małej ekipie aktorów pracujących przy danym serialu. To są serie typowo autorskie. Nie tylko produkty (choć rzecz jasna musiały być sprzedajnymi produktami, żeby firma je wzięła), ale też małe wizje. Każdy z twórców wyżej wymienionych tworów miał własny obraz wymarzonego serialu, który ukształtował im się lata przed tym, jak zobaczyliśmy go na ekranie.
Wiecie, że Povenmire spędził 15 lat próbując sprzedać Fineasza i Ferba do jakiejś stacji?

A Nickelodeon odrzucił Adventure Time, mimo ogromnej popularności odcinka pilotażowego na youtube? Pendleton Ward się nie poddał i wywalczył miejsce w Cartoon Network.

Zaś Quintel poniekąd zaczął swoje Regular Show w 2005 (jeszcze jeden short jest, z Popsem):

Gość stworzył postać Mordecai’a z samego siebie i sam podkłada mu głos.

To jest zupełnie ignorowane w pracy w dubbingu. Trudno, żeby pracę poniekąd odtwórczą wykonywali ludzie lepsi od twórców, ale to nie zmienia faktu, że twory są deptane. W każdym serialu inaczej jest budowane napięcie, a aktorzy akcentują inne słowa. Czasem dla komizmu, czasem dla klimatu. W Adventure Time często humor jest dość abstrakcyjny albo polega np. na wypowiadaniu neutralnej kwestii w kompletnie nie pasującej sytuacji. Regular Show idzie zawsze pewnym schematem – zaczyna od cichego i dość pustego otoczenia. Zwykli goście robią zwykłe rzeczy, opieprzają się. A potem nagle mamy przeskok w czeluści piekielne i kompletnie zmienia się tempo wydarzeń.

W polskiej wersji wszyscy po prostu drą mordę. Dubbingi brzmią jak pieprzone reklamy, głosy krzyczą, twardo akcentują, wygłaszają wyraźnie wszystkie kwestie, jakby były istotne. Zawsze muszą mieć silnie nacechowane celowością wypowiedzi, mimo że kupa humoru współczesnych kreskówek ma bardzo deadpanową gadkę i zaangażowanie w głosie to psuje. Czemu wszystko, co nie jest stworzone dla 5-latków, wydziera się w ekran jak porąbane? Nawet nie słychać często muzyki i efektów dźwiękowych. Nie mówię o samej treści tłumaczeń, wykonywanych przez panią Zosię anglistkę z podstawówki, która uwielbia oglądać z dziećmi Przygody Niesfornego Zbysia, chociaż to też jest rzecz jasna problemem. Do tego tłumacze najwyraźniej nie pracują w ogóle z reżyserami dubbingu, przez co często robią się kwiatki i kwestie, które trzeba przycinać lub wydłużać takim gównianym „taaak” albo „cooo” na końcu, rodem z teatru improwizacji dzieci upośledzonych.

ilus1

Co się dzieje, seryjnie?

Ameryki nie odkrywam tutaj.

Główną przyczyną wszystkich problemów jest liczba serii do tłumaczenia i potrzeba/chęć cięcia kosztów zarówno przez dystrybutora, jak i studio. Największy obecny błąd polskich dystrybutorów i studiów dubbingowych to traktowanie każdego serialu tak samo. Jasne, jest kupa papkowych, badziewnych fillerowych seriali, które są jakimiś zlepkami sitcomu i slapsticku rodem z lat 90-tych, w których różnica jest niewielka, bo zarówno za oceanem, jak i tutaj, wszystko przechodzi przez bezduszne maszynki.

Ale czasem powstaje coś dobrego i ktoś mógłby to wyłapać. Wyłożyć kasę na stół, pozwolić na eksperyment. Dlaczego? Bo lud zauważy, wbrew pozorom. Zauważył w Muminkach, zauważył w Shreku. Polski Johnny Bravo był zabawniejszy od oryginału (choć już cierpiał trochę na wydrzymordek, tłumaczenie było bardzo fajne). Tak samo Świat Według Ludwiczka, który dzięki tłumaczeniu stał się kultowym serialem u nas.

Niektóre z wymienionych wyżej już były typowo taśmowo tłumaczone, bo trza było kupę seriali przetłumaczyć na start kreskówkowych stacji w Polsce. Nie wiem, czy te wymienione dostały innych tłumaczy, lepszy budżet, czy może po prostu chwilowo nie znudzoną dubbingiem ekipę.

ilus2

EJ GRAVITY FALLS JEST Z DEKA JAK SKUBI DU, NIECH KUDŁATY BEDZIE GŁÓWNYM BOHATEREM

Może nawet niektóre z powyższych nie brzmią już dobrze. Może nie byliśmy jeszcze kompletnie znudzeni tymi samymi głosami w kółko, a teraz włączymy i poczujemy. Nie można zyskiwać różnych „feeli” seriali stosując do każdego tę samą radosną ekipę, nie wiem, 20 osób. Z całym szacunkiem, ale już bym wolał usłyszeć naturszyków z ulicy. Poważnie. Jak nie chcecie z ulicy, to bierzcie najlepszych z Ukrytych Prawd itd. Bo jest kilka osób z łbem na karku. Może nie brzmią telewizyjnie, ale oryginalny Mordecai też brzmi jak koleś z ulicy i to jego czar.

Brałem udział przez pół roku w zajęciach z dubbingu. Po ogarnięciu kilku technicznych rzeczy, każdy może to robić, wystarczy ciekawy głos i umiejętność akcentowania wyrazów. No i reżyser, który się nie boi innych melodii niż ta stale grana do każdego serialu. A tak, i musi mieć jeszcze cierpliwość i więcej kasy. Nowi popełniają błędy.

„To weź zrób coś, Dębski! Zróbmy petycję, man!”

Okej, tak na serio, to… Nie ma po co. To wszystko, co mówię wyżej, przeszkadza maksymalnie 1% ludzi (chociaż w necie jest ich więcej). Nie ma co oszukiwać i walczyć o lepszy świat, którego nikt nie potrzebuje. Dystrybutorzy nie chcą długoletnich rzeczy, nie chcą sprzedawać nostalgicznych DVD za 10 lat. Chcą wypuścić coś, zarobić na reklamach i za miesiąc startować z kolejnym serialem. A po co studia dubbingowe mają coś zmieniać? Utrzymują się, dystrybutorzy do nich wracają, bo nikt nie oczekuje niczego więcej.

Trzeba pozwolić piekarzom piec gówniane kajzerki, skoro wszyscy je tak uwielbiają. My przełączajmy ustawienia w swoich telewizjach cyfrowych na produkty pełnoziarniste, zamawiajmy lecznicze chleby z zagranicy i załatwiajmy sobie Netflix na lewo*.

 

*Tak, w ostatniej części zdania porzuciłem porównanie z pieczywem. Taki jestem. Co bym tam wstawił? Chlebflix?

94 komentarze

  1. Sanikowski pisze:

    Szczerzę? Lubię oglądać wersje oryginalne z napisami angielskimi [Closed Captions] ale lubie też porównywać owe CCeki z polską ścieżką i zgadzam się co do baboli kontekstowych.
    Jak ja usłyszałem wyraźne nawiązanie do Pulpfiction w Gumball’u to mnie rozwaliło to śmiałością tego „I dare you, I double dare you mother robber” a takich nawiązań jest pełno. Dla mnie TAWOG to South Park bez krwi i wulgaryzmów i wielu może się ze mną zgodzić w tej sprawie lub nie.
    Ale bardziej mnie rozwalił polski „przekład” na „Porywacza matek”.
    [Puść przesławną scenkę z Tim and Eric – The Universe].
    Zero reasearchu nawet do czegoś tak banalnego jak wikia serialu, c’mon !!!

    „Może nawet niektóre z powyższych nie brzmią już dobrze. Może nie byliśmy jeszcze kompletnie znudzeni tymi samymi głosami w kółko, a teraz włączymy i poczujemy. Nie można zyskiwać różnych „feeli” seriali stosując do każdego tę samą radosną ekipę, nie wiem, 20 osób. Z całym szacunkiem, ale już bym wolał usłyszeć naturszyków z ulicy. Poważnie. Jak nie chcecie z ulicy, to bierzcie najlepszych z Ukrytych Prawd itd. Bo jest kilka osób z łbem na karku. Może nie brzmią telewizyjnie, ale oryginalny Mordecai też brzmi jak koleś z ulicy i to jego czar.”
    Do zarzutu o powtarzalności głosów powiem więcej.
    W dziale castingu musi występować jakieś portfolio z jakąś garstką… bo ja wiem… tysiąca aktorów z bazy dubbingowo-teatralno-telewizyjnej? Może trochę więcej, ale sam fakt, że głos który zdarza mi się usłyszeć w sitcomie i nagle przemawia do mnie jakąś postacią która brzmi ciekawie w dubbingu jest spoko, ale fakt, że ten głos widziałem w innej roli sprawia, że traci część uroku jaką winnien mieć aktor dubbingowy.
    Nie ma tu konkretnych specjalizacji.

    Gorzej jest gdy to jest nazwisko a nie talent.
    Srsly? Gessler? Ekipa Polsatowska [tak, był taki dubbing w rosyjskim babolu ale nie pamiętam jego tytułu]? Wojewódzki? etc.
    Nie twierdze, że brzmią tragicznie ale jest ich od zawalenia.

    Co do naturszyków. Propsuje. Fajnie by było gdyby tacy ludzie byli odkrywani i odpowiednio kierowani jeżeli są nieoszlifowanym diamentem [choć przy zwykłym wunglu też można zrobić coś ciekawego ale nie będzie to diament mimo, że niemalże identyczny skład].

    Jedyne co może zmienić dubbing to wejście ludzi z pasją [na przykład fandubberów i fansubberów] tych którzy ewidentnie znają materie danego serialu ze względu na fach wyż. wym. lub dobrą znajomość uniwersum i wiedzę jak oddać owy klimat.
    Jednak to marzenie ściętej głowy i zostaje nam do tej pory oglądać oryginały z CCekami.

  2. Myszon pisze:

    Dem! Jesteś moim natchnieniem! Jeszcze nie wiem jak to zrobie, ale biorę się za pisanie scenariusza czy storyboardu! Za tydzień będę miał Ilustratora, Flasha i Fotoszope i będę próbował robić kreskówkę! W prawdzie spali to na panewce, ale dzięki Ci za natchnienie!

  3. Krzeslaw pisze:

    Masz rację Demie. Drą mordy jak głupi, gdy w pewnych miejscach można ściszyć głos. Wkurz mnie to. Idę sprawdzić czy przed domem nie biją się magowie.

  4. Mijak pisze:

    Akurat w Adventure Time dubbing mi nie przeszkadzał, teraz oglądam w oryginale bo po prostu spolszczonych w internecie nigdzie nie ma. W każdym razie nie za darmo.
    Ale choć angielski znam nawet dobrze, to wszystkiego ze słuchu nie zrozumiem. Napisy polskie, a nawet angielskie bardzo ułatwiają zrozumienie. A na takim Cartoon Network czy innym Comedy Central takiej opcji niestety brak. A to przecież wychodzi dużo taniej niż dubbing czy nawet lektor…

  5. Piker pisze:

    Trafiłeś Dem w dziesiątkę. Też ostatnio za sprawą dość pochlebnej opinii na temat Adventure Time odpaliłem sobie Cartoon Network i dubbing wpłynął na pogorszenie mojej oceny dla samej kreskówki. Głosy postaci jakoś tak strasznie udziecinniały całość (co w połączeniu z charakterystyczną kreską wyglądało tak sobie…) i w dodatku niektóre z nich słyszałem w wielu innych produkcjach. Na szczęście ktoś ogarnięty w kwestiach używania pilota pokazał mi, że istnieje możliwość, aby jednym wciśnięciem guzika zmienić wersję językową na oryginalną. Genialny wynalazek. Poskakałem po kanałach i okazało się, że większość z nich ma opcję zmiany wersji językowej programu. Nagle Commedy Central i FOX stały się zdatne do oglądania (dla lektorów z tych stacji nie ma dość okrutnych kar). Ktoś pomyślał o tym 1% wykolejeńców, którzy uważają lektora za zbrodnię a dubbing za nadużycie. Konkludując szkoda, że zdecydowana większość rodaków woli oglądać pokaleczone naszym językiem (tłumacze nie znają idiomów i nie łapią nawiązań kulturowych) filmy i seriale z lektorem, który oryginalną kilku-zdaniową kwestię zamyka w 3 słowach, żeby przez resztę czasu kłopotliwie milczeć.

  6. józef rolnik pisze:

    Czemu jest napisane, że jest 87 komentarzy, a ja widzę tylko trzy?

    btw. dobry tekst, propsujemy tu na rolniczym ugorze

  7. Kaczka pisze:

    Kwa kwa. Ciągle ktoś rzuca jakimiś nazwami, których w ogóle nie kojarze – jakieś Adventure show i coś tam jeszcze. Ja CN kojarze z Chojraka, Laboratorium Dextera, Atomówek, Edków i innych, bo te leciały kiedy ja byłem gnojem. Może mi ktoś powiedzieć, jaki poziom dubbingu reprezentują te bajki, bo chce zrozumieć temat na przykładach, które znam.

  8. mrblastoise pisze:

    mozesz zrobic dubbing do bravest warriors, jak studia zobacza ze mozna to moze sie ogarna

  9. Gravity falls pisze:

    Czy często oglądasz gravity falls?Wiesz coś masonach albo illuminati?W gravity falls co pięć sekund jesteśmy dosłownie bombardowani okultystycznymi symbolami,a to przecież bajka dla dzieci.Coś nie tak z tym Disney nie sądzisz? Sprawdź to,to może Cie bardzo zainteresować.Zwracaj szczególnie uwage na ilość oczu i trójkątów,oraz piramid nie jest ich przypadkiem za dużo?

Napisz komentarz